Pół roku diety. Osobne gotowanie, osobne zakupy, tłumaczenie babci, dlaczego nie ma ciasta. I dziecko, u którego zmieniło się mniej, niż miało się zmienić. Jeśli prowadzisz dziecku dietę GAPS albo dopiero się nad nią zastanawiasz, piszę tu to samo, co mówię w gabinecie: co jedzenie u dziecka może, czego nie może, komu odradzam i po czym poznać, że sam talerz to za mało.
Co dieta u dziecka może, a czego nie może
Zacznę od zdania, które stoi też na stronie wydawnictwa naszej Fundacji: nie ma dowodów naukowych na to, że dieta GAPS leczy choroby. Piszę to jako lekarka i jako certyfikowana terapeutka GAPS, bo wolę, żeby padło ode mnie na początku, niż od kogoś innego po roku gotowania.
Co w takim razie dieta może? Może zmienić to, co dzieje się w jelitach, a jelita nie są osobną szufladą. Rozmawiają z mózgiem przez nerwy, hormony i układ odpornościowy. Dlatego to, co dziecko je i jak trawi, potrafi odbijać się na nastroju, śnie, koncentracji i na tym, czy w ogóle chce jeść. To mechanizm, nie magia.
Czego dieta nie może? Nie nauczy dziecka mówić. Nie oswoi go z hałasem w sali gimnastycznej. Nie zbuduje relacji z dziećmi w grupie. Nie „cofa” spektrum autyzmu i jeśli ktoś obiecuje Ci coś takiego, masz prawo zapytać o dowody. Dieta może dziecku ułatwić pracę, którą i tak trzeba wykonać w gabinecie, na sali i w domu. Nie zrobi tej pracy za nikogo.
Nie obiecuję cudów. Kto obiecuje Ci więcej, sprzedaje nadzieję, nie wiedzę.
Kiedy dieta GAPS u dziecka ma sens
Krótko: tylko pod opieką lekarza. Nie „po konsultacji z dietetykiem”, nie „po kursie online”, nie „bo w grupie na Facebooku komuś pomogło”. Dieta GAPS u dziecka jest restrykcyjna, a dziecko rośnie. Każdy tydzień z brakami na talerzu to tydzień, w którym coś nie dostało tego, czego potrzebuje do wzrostu.
Ma sens wtedy, gdy lekarz obejrzał dziecko, zna jego historię, wagę, wyniki i leki, i razem z Tobą zdecydował, po co w ogóle zaczynacie. Nie „żeby było lepiej”, tylko konkretnie: co ma się zmienić, po czym to poznamy i kiedy przerwiemy, jeśli zmiany nie zobaczymy.
Są też sytuacje, w których odradzam bezwzględnie, bez dyskusji. Nie wymieniam ich tu z listy, bo lista bez rozmowy robi więcej szkody niż pożytku: jedni przestraszą się niepotrzebnie, drudzy uznają, że ich nie dotyczy. Omawiam ją po kolei na spotkaniu 8 października i na konsultacji. Jeśli dziecko już jest na diecie, a nikt tej listy z Tobą nie przeszedł, to jest pierwsze pytanie do lekarza.
Z gabinetu. Widzę dwie strony tej samej historii. Tę z gabinetu, gdzie rodzic pyta, czy przesadza, i tę z kuchni, gdzie ktoś od pół roku gotuje osobno i nie wie, czy to jeszcze ma sens. Nasza Fundacja wydaje w Polsce książki dr Natashy Campbell-McBride, więc łatwo byłoby mi mówić o diecie tylko dobrze. Nie robię tego. Jako pediatra częściej odradzam, niż zachęcam, i uważam, że tak właśnie powinien robić lekarz, który tę dietę zna od środka.
O kwalifikacji, ryzykach i o tym, gdzie kończy się talerz, mówię cały wieczór 8 października, na trzecim spotkaniu cyklu „Zanim ktoś to nazwie”.
Ryzyka, o których w internecie mówi się rzadko
Mówi się o nich rzadko, bo źle się sprzedają. Ja mówię o nich zawsze, bo widzę je w gabinecie.
- Niedobory. Restrykcyjna dieta u rosnącego dziecka to ryzyko braków: energii, witamin, składników, których nie widać na talerzu, a widać po kilku miesiącach w badaniach i w zachowaniu. Bez lekarza, który to kontroluje, nikt tego nie zauważy w porę.
- Zaparcia. Zmiana sposobu jedzenia często zmienia rytm wypróżnień. Dziecko, które ma zaparcia, jest rozdrażnione, gorzej je i gorzej śpi. Łatwo wtedy pomyśleć, że „dieta nie działa”, gdy tak naprawdę trzeba poprawić jedną rzecz.
- Wypalenie całego domu. Osobne gotowanie, osobne zakupy, spór przy każdym stole, dziadkowie, którzy „tylko jedno ciastko”. Po kilku miesiącach kończy się energia i zostaje poczucie porażki. To najczęstszy powód, dla którego rodziny rzucają dietę. Nie brak silnej woli.
Trzy błędy na starcie, które widzę najczęściej
- Za dużo naraz. Pierwszego dnia zmienia się wszystko: zakupy, gotowanie, rytm dnia, jadłospis, suplementy. Po dziesięciu dniach nie ma już siły. Kolejność jest ważniejsza niż lista zakazów: co pierwsze, co drugie, czego na razie w ogóle nie ruszać.
- Cała rodzina na diecie od pierwszego dnia. Rodzeństwo, partner, dziadkowie. Zamiast wsparcia dziecko dostaje dom w stanie wojny o kanapkę. Dieta jest dla dziecka, które jej potrzebuje, a nie karą dla wszystkich przy stole.
- Ocena po wadze. Waga jest najgorszym miernikiem, jaki można wybrać, a prawie wszyscy patrzą właśnie na nią. U dziecka liczy się sen, kupa, nastrój, apetyt, energia po południu i to, czy zmianę widzi też przedszkole, a nie wyłącznie Wy w domu.
Po czym poznać, że sam talerz to za mało
To jest moment, w którym najczęściej pada pytanie „robię coś źle?”. Zwykle odpowiedź brzmi: nie. Po prostu część rzeczy nie leży na talerzu. Jeśli dieta jest prowadzona porządnie, pod kontrolą, od kilku miesięcy, a nadal widzisz któryś z poniższych obszarów, to nie jest sygnał, żeby zaostrzyć dietę. To sygnał, żeby dołożyć coś innego.
- Mowa. Dziecko mówi mało, niewyraźnie, nie odpowiada na imię, nie rozumie prostych poleceń, a mowa nie idzie do przodu mimo lepszego jedzenia i snu.
- Bodźce. Zatyka uszy przy odkurzaczu, płacze przy metce i myciu głowy, nie znosi brudnych rąk albo odwrotnie: szuka mocnych wrażeń, uderza, kręci się, jakby nie czuło bólu.
- Motoryka. Potyka się, unika placu zabaw, nie umie skakać, źle trzyma kredkę, męczy się szybciej niż rówieśnicy, a jedzenie samo tego nie zmienia.
- Relacje. Bawi się obok dzieci, nie z nimi. Nie pokazuje palcem, nie dzieli się radością, nie sprawdza, czy patrzysz. W grupie jest z boku, choć w domu bywa inaczej.
Ta lista nie jest rozpoznaniem. Jest powodem, żeby sprawdzić. Szerszą listę sygnałów, przy których warto sprawdzić rozwój dziecka, opisałam w tekście o ośmiu sygnałach.
Jeśli nie wiesz, czy jelita w ogóle są u Was tematem, zrób krótki quiz jelitowy na naszej stronie; to nie diagnoza, tylko porządek w pytaniach.
Co dalej, kiedy dieta nie wystarczy
Tu mówię rzecz, której dietetyk powiedzieć nie może, bo nie ma do tego uprawnień: kiedy i jaką terapię dokładamy. Każdą opisuję jednym zdaniem, bez obietnic. Co z tego jest potrzebne Waszemu dziecku, wynika z badania, nie z tego tekstu.
- Integracja sensoryczna. Terapia, w której dziecko przez ruch i zabawę uczy się inaczej odbierać bodźce: dźwięk, dotyk, równowagę, tak żeby świat mniej je przytłaczał albo mniej nudził.
- Tomatis. Trening słuchowy przez słuchawki, w którym pracuje się nad tym, jak ucho i mózg przetwarzają dźwięk, także mowę.
- Logopedia. Praca nad mową i rozumieniem, ale też nad tym, jak dziecko je, gryzie i połyka, bo jedzenie i mówienie używają tej samej buzi.
- Diagnoza. Badanie psychologiczne, które pokazuje całość: gdzie dziecko jest na swój wiek, co idzie przodem, co zostaje z tyłu. Kto diagnozuje i w jakiej kolejności, opisałam w tekście kto diagnozuje dziecko.
W Wielkopolskim Laboratorium Kompetencji mamy te osoby w jednym miejscu: psychologa, pedagoga specjalnego, terapeutę integracji sensorycznej, fizjoterapeutę, psychiatrę i pediatrę, a wyniki omawiamy z rodzicem w rozmowie. Piszę o tym, bo pytanie „gdzie” pada na końcu każdej takiej rozmowy.
Pytania, które słyszę najczęściej
Czy dieta poprawi koncentrację u dziecka?
Może pomóc, jeśli za brakiem koncentracji stoi coś, co dzieje się w brzuchu: ból, zaparcia, zły sen po jedzeniu. Nie pomoże, jeśli dziecko nie skupia się, bo nie radzi sobie z bodźcami w klasie albo nie rozumie poleceń. Dlatego najpierw sprawdzam, skąd bierze się brak skupienia, a dopiero potem mówię o talerzu.
Dziecko je pięć rzeczy. Czy dieta GAPS to naprawi?
Wybiórczość pokarmowa może mieć źródło w jelitach, ale równie często w buzi, w bodźcach albo w lęku. Dieta, która zabiera dziecku trzy z pięciu rzeczy, które zjada, może pogłębić problem, zamiast go rozwiązać. Przy dużej wybiórczości najpierw badanie i logopeda, a dieta dopiero z lekarzem i powoli.
Prowadzimy dietę od pół roku i nie widzę efektów. Co teraz?
Nie zaostrzaj. Wróć do trzech pytań: po co dieta się zaczęła, po czym miało być widać zmianę i kto to kontroluje. Jeśli na któreś nie ma odpowiedzi, to jest temat na konsultację z lekarzem, nie na kolejną fazę. A jeśli widzisz coś z listy „mowa, bodźce, motoryka, relacje”, czas dołożyć badanie, nie kolejny słoik.
Pierwszy krok na jutro: wypisz na jednej kartce trzy rzeczy, które miały się zmienić, gdy dieta się zaczynała, i przy każdej napisz zdaniem, nie oceną, co widzisz dziś. Z tą kartką idź do lekarza, który prowadzi dziecko. Jeśli nikt go nie prowadzi, to jest odpowiedź na pytanie, co zrobić najpierw.
Całą tę rozmowę, z listą sytuacji, w których odradzam, i z pytaniami od rodziców, prowadzę 8 października o 20:00. Nagranie dostaje każda zapisana osoba.
dr n. med. Jolanta Uchman, pediatra, prezeska Fundacji Laboratorium Marzeń, certyfikowana terapeutka GAPS
Ten tekst ma charakter edukacyjny i nie zastępuje wizyty u lekarza ani konsultacji ze specjalistą. Nie odnosi się do konkretnego dziecka. Protokół GAPS to wsparcie biologiczne, nie obietnica wyleczenia. Dieta jest restrykcyjna. Nie jest dla kobiet w ciąży, karmiących ani dla dzieci bez opieki lekarza.
dieta gaps integracja sensoryczna jelita koncentracja terapia dziecka wybiórczość pokarmowa
