Dla mediów Kontakt

Blog Jelita i odżywianie

Dieta GAPS u dziecka. Kiedy ma sens, komu odradzam i po czym poznać, że sam talerz to za mało

dr n. med. Jolanta Uchman, pediatra 7 min czytania

Miska domowej zupy warzywnej z marchewką i koperkiem na stole.

Pół roku diety. Osobne gotowanie, osobne zakupy, tłumaczenie babci, dlaczego nie ma ciasta. I dziecko, u którego zmieniło się mniej, niż miało się zmienić. Jeśli prowadzisz dziecku dietę GAPS albo dopiero się nad nią zastanawiasz, piszę tu to samo, co mówię w gabinecie: co jedzenie u dziecka może, czego nie może, komu odradzam i po czym poznać, że sam talerz to za mało.

Co dieta u dziecka może, a czego nie może

Zacznę od zdania, które stoi też na stronie wydawnictwa naszej Fundacji: nie ma dowodów naukowych na to, że dieta GAPS leczy choroby. Piszę to jako lekarka i jako certyfikowana terapeutka GAPS, bo wolę, żeby padło ode mnie na początku, niż od kogoś innego po roku gotowania.

Co w takim razie dieta może? Może zmienić to, co dzieje się w jelitach, a jelita nie są osobną szufladą. Rozmawiają z mózgiem przez nerwy, hormony i układ odpornościowy. Dlatego to, co dziecko je i jak trawi, potrafi odbijać się na nastroju, śnie, koncentracji i na tym, czy w ogóle chce jeść. To mechanizm, nie magia.

Czego dieta nie może? Nie nauczy dziecka mówić. Nie oswoi go z hałasem w sali gimnastycznej. Nie zbuduje relacji z dziećmi w grupie. Nie „cofa” spektrum autyzmu i jeśli ktoś obiecuje Ci coś takiego, masz prawo zapytać o dowody. Dieta może dziecku ułatwić pracę, którą i tak trzeba wykonać w gabinecie, na sali i w domu. Nie zrobi tej pracy za nikogo.

Nie obiecuję cudów. Kto obiecuje Ci więcej, sprzedaje nadzieję, nie wiedzę.

Kiedy dieta GAPS u dziecka ma sens

Krótko: tylko pod opieką lekarza. Nie „po konsultacji z dietetykiem”, nie „po kursie online”, nie „bo w grupie na Facebooku komuś pomogło”. Dieta GAPS u dziecka jest restrykcyjna, a dziecko rośnie. Każdy tydzień z brakami na talerzu to tydzień, w którym coś nie dostało tego, czego potrzebuje do wzrostu.

Ma sens wtedy, gdy lekarz obejrzał dziecko, zna jego historię, wagę, wyniki i leki, i razem z Tobą zdecydował, po co w ogóle zaczynacie. Nie „żeby było lepiej”, tylko konkretnie: co ma się zmienić, po czym to poznamy i kiedy przerwiemy, jeśli zmiany nie zobaczymy.

Są też sytuacje, w których odradzam bezwzględnie, bez dyskusji. Nie wymieniam ich tu z listy, bo lista bez rozmowy robi więcej szkody niż pożytku: jedni przestraszą się niepotrzebnie, drudzy uznają, że ich nie dotyczy. Omawiam ją po kolei na spotkaniu 8 października i na konsultacji. Jeśli dziecko już jest na diecie, a nikt tej listy z Tobą nie przeszedł, to jest pierwsze pytanie do lekarza.

Z gabinetu. Widzę dwie strony tej samej historii. Tę z gabinetu, gdzie rodzic pyta, czy przesadza, i tę z kuchni, gdzie ktoś od pół roku gotuje osobno i nie wie, czy to jeszcze ma sens. Nasza Fundacja wydaje w Polsce książki dr Natashy Campbell-McBride, więc łatwo byłoby mi mówić o diecie tylko dobrze. Nie robię tego. Jako pediatra częściej odradzam, niż zachęcam, i uważam, że tak właśnie powinien robić lekarz, który tę dietę zna od środka.

O kwalifikacji, ryzykach i o tym, gdzie kończy się talerz, mówię cały wieczór 8 października, na trzecim spotkaniu cyklu „Zanim ktoś to nazwie”.

Ryzyka, o których w internecie mówi się rzadko

Mówi się o nich rzadko, bo źle się sprzedają. Ja mówię o nich zawsze, bo widzę je w gabinecie.

  • Niedobory. Restrykcyjna dieta u rosnącego dziecka to ryzyko braków: energii, witamin, składników, których nie widać na talerzu, a widać po kilku miesiącach w badaniach i w zachowaniu. Bez lekarza, który to kontroluje, nikt tego nie zauważy w porę.
  • Zaparcia. Zmiana sposobu jedzenia często zmienia rytm wypróżnień. Dziecko, które ma zaparcia, jest rozdrażnione, gorzej je i gorzej śpi. Łatwo wtedy pomyśleć, że „dieta nie działa”, gdy tak naprawdę trzeba poprawić jedną rzecz.
  • Wypalenie całego domu. Osobne gotowanie, osobne zakupy, spór przy każdym stole, dziadkowie, którzy „tylko jedno ciastko”. Po kilku miesiącach kończy się energia i zostaje poczucie porażki. To najczęstszy powód, dla którego rodziny rzucają dietę. Nie brak silnej woli.

Trzy błędy na starcie, które widzę najczęściej

  1. Za dużo naraz. Pierwszego dnia zmienia się wszystko: zakupy, gotowanie, rytm dnia, jadłospis, suplementy. Po dziesięciu dniach nie ma już siły. Kolejność jest ważniejsza niż lista zakazów: co pierwsze, co drugie, czego na razie w ogóle nie ruszać.
  2. Cała rodzina na diecie od pierwszego dnia. Rodzeństwo, partner, dziadkowie. Zamiast wsparcia dziecko dostaje dom w stanie wojny o kanapkę. Dieta jest dla dziecka, które jej potrzebuje, a nie karą dla wszystkich przy stole.
  3. Ocena po wadze. Waga jest najgorszym miernikiem, jaki można wybrać, a prawie wszyscy patrzą właśnie na nią. U dziecka liczy się sen, kupa, nastrój, apetyt, energia po południu i to, czy zmianę widzi też przedszkole, a nie wyłącznie Wy w domu.

Po czym poznać, że sam talerz to za mało

To jest moment, w którym najczęściej pada pytanie „robię coś źle?”. Zwykle odpowiedź brzmi: nie. Po prostu część rzeczy nie leży na talerzu. Jeśli dieta jest prowadzona porządnie, pod kontrolą, od kilku miesięcy, a nadal widzisz któryś z poniższych obszarów, to nie jest sygnał, żeby zaostrzyć dietę. To sygnał, żeby dołożyć coś innego.

  • Mowa. Dziecko mówi mało, niewyraźnie, nie odpowiada na imię, nie rozumie prostych poleceń, a mowa nie idzie do przodu mimo lepszego jedzenia i snu.
  • Bodźce. Zatyka uszy przy odkurzaczu, płacze przy metce i myciu głowy, nie znosi brudnych rąk albo odwrotnie: szuka mocnych wrażeń, uderza, kręci się, jakby nie czuło bólu.
  • Motoryka. Potyka się, unika placu zabaw, nie umie skakać, źle trzyma kredkę, męczy się szybciej niż rówieśnicy, a jedzenie samo tego nie zmienia.
  • Relacje. Bawi się obok dzieci, nie z nimi. Nie pokazuje palcem, nie dzieli się radością, nie sprawdza, czy patrzysz. W grupie jest z boku, choć w domu bywa inaczej.

Ta lista nie jest rozpoznaniem. Jest powodem, żeby sprawdzić. Szerszą listę sygnałów, przy których warto sprawdzić rozwój dziecka, opisałam w tekście o ośmiu sygnałach.

Jeśli nie wiesz, czy jelita w ogóle są u Was tematem, zrób krótki quiz jelitowy na naszej stronie; to nie diagnoza, tylko porządek w pytaniach.

Co dalej, kiedy dieta nie wystarczy

Tu mówię rzecz, której dietetyk powiedzieć nie może, bo nie ma do tego uprawnień: kiedy i jaką terapię dokładamy. Każdą opisuję jednym zdaniem, bez obietnic. Co z tego jest potrzebne Waszemu dziecku, wynika z badania, nie z tego tekstu.

  • Integracja sensoryczna. Terapia, w której dziecko przez ruch i zabawę uczy się inaczej odbierać bodźce: dźwięk, dotyk, równowagę, tak żeby świat mniej je przytłaczał albo mniej nudził.
  • Tomatis. Trening słuchowy przez słuchawki, w którym pracuje się nad tym, jak ucho i mózg przetwarzają dźwięk, także mowę.
  • Logopedia. Praca nad mową i rozumieniem, ale też nad tym, jak dziecko je, gryzie i połyka, bo jedzenie i mówienie używają tej samej buzi.
  • Diagnoza. Badanie psychologiczne, które pokazuje całość: gdzie dziecko jest na swój wiek, co idzie przodem, co zostaje z tyłu. Kto diagnozuje i w jakiej kolejności, opisałam w tekście kto diagnozuje dziecko.

W Wielkopolskim Laboratorium Kompetencji mamy te osoby w jednym miejscu: psychologa, pedagoga specjalnego, terapeutę integracji sensorycznej, fizjoterapeutę, psychiatrę i pediatrę, a wyniki omawiamy z rodzicem w rozmowie. Piszę o tym, bo pytanie „gdzie” pada na końcu każdej takiej rozmowy.

Pytania, które słyszę najczęściej

Czy dieta poprawi koncentrację u dziecka?

Może pomóc, jeśli za brakiem koncentracji stoi coś, co dzieje się w brzuchu: ból, zaparcia, zły sen po jedzeniu. Nie pomoże, jeśli dziecko nie skupia się, bo nie radzi sobie z bodźcami w klasie albo nie rozumie poleceń. Dlatego najpierw sprawdzam, skąd bierze się brak skupienia, a dopiero potem mówię o talerzu.

Dziecko je pięć rzeczy. Czy dieta GAPS to naprawi?

Wybiórczość pokarmowa może mieć źródło w jelitach, ale równie często w buzi, w bodźcach albo w lęku. Dieta, która zabiera dziecku trzy z pięciu rzeczy, które zjada, może pogłębić problem, zamiast go rozwiązać. Przy dużej wybiórczości najpierw badanie i logopeda, a dieta dopiero z lekarzem i powoli.

Prowadzimy dietę od pół roku i nie widzę efektów. Co teraz?

Nie zaostrzaj. Wróć do trzech pytań: po co dieta się zaczęła, po czym miało być widać zmianę i kto to kontroluje. Jeśli na któreś nie ma odpowiedzi, to jest temat na konsultację z lekarzem, nie na kolejną fazę. A jeśli widzisz coś z listy „mowa, bodźce, motoryka, relacje”, czas dołożyć badanie, nie kolejny słoik.

Pierwszy krok na jutro: wypisz na jednej kartce trzy rzeczy, które miały się zmienić, gdy dieta się zaczynała, i przy każdej napisz zdaniem, nie oceną, co widzisz dziś. Z tą kartką idź do lekarza, który prowadzi dziecko. Jeśli nikt go nie prowadzi, to jest odpowiedź na pytanie, co zrobić najpierw.

Całą tę rozmowę, z listą sytuacji, w których odradzam, i z pytaniami od rodziców, prowadzę 8 października o 20:00. Nagranie dostaje każda zapisana osoba.

dr n. med. Jolanta Uchman, pediatra, prezeska Fundacji Laboratorium Marzeń, certyfikowana terapeutka GAPS

Ten tekst ma charakter edukacyjny i nie zastępuje wizyty u lekarza ani konsultacji ze specjalistą. Nie odnosi się do konkretnego dziecka. Protokół GAPS to wsparcie biologiczne, nie obietnica wyleczenia. Dieta jest restrykcyjna. Nie jest dla kobiet w ciąży, karmiących ani dla dzieci bez opieki lekarza.

dieta gaps integracja sensoryczna jelita koncentracja terapia dziecka wybiórczość pokarmowa

Czytaj dalej

Jeśli to, co czytasz, dotyczy Twojego dziecka

Nie musisz mieć diagnozy ani skierowania. Wystarczy pytanie. Możesz zacząć od pierwszego kroku, a my poprowadzimy dalej.