Dla mediów Kontakt

Blog Rozwój dziecka

„Wyrośnie z tego”. Kiedy to prawda, a kiedy warto sprawdzić rozwój dziecka

dr n. med. Jolanta Uchman, pediatra 7 min czytania

Małe skórzane buciki dziecka na ciepłym kocu, obok drewniana figurka niedźwiadka.

„Czy dziecko z tego wyrośnie?” To pytanie rzadko zadaje się lekarzowi, częściej wyszukiwarce, o północy, po dniu, w którym znowu coś było inaczej. Ktoś z rodziny mówi „daj mu czas”, ktoś inny radzi sprawdzić, a Ty stoisz między nimi i nie wiesz, komu wierzyć. Mówię więc, co w rozwoju naprawdę mija samo, co czeka i się utrwala, i jak odróżnić jedno od drugiego bez straszenia siebie i bez etykiety dla dziecka.

Dlaczego „wyrośnie z tego” tak często jest prawdą

Rozwój dziecka nie idzie po linijce. Dzieci uczą się skokami, z przestojami, każde w swoim rytmie. To, co dziś niepokoi, za kilka miesięcy bywa nie do odnalezienia. Dlatego zdanie „wyrośnie z tego” ma tyle siły: bardzo często okazuje się prawdą.

Część rzeczy w rozwoju mija sama. Wiem to z gabinetu i z podręczników, i nie zamierzam udawać, że jest inaczej. Gdybym każdemu rodzicowi, który przychodzi z pytaniem „czy dziecko z tego wyrośnie”, odpowiadała „sprawdźmy wszystko”, nie byłabym uczciwa. Byłabym sprzedawcą niepokoju.

Problem jest gdzie indziej. „Wyrośnie z tego” działa jak koc: przykrywa wszystko jednakowo. Także to, czego przykrywać nie powinno.

Co czeka i się utrwala. Okno rozwojowe dziecka

Nie wszystko mija. Część rzeczy czeka. Nie znika, nie pogarsza się z dnia na dzień, tylko trwa i powoli staje się sposobem, w jaki dziecko funkcjonuje. Dziecko uczy się omijać to, co dla niego trudne. Nie mówi, więc pokazuje. Nie znosi hałasu, więc unika sali, w której jest głośno. Nie umie wejść w zabawę, więc bawi się obok. Z zewnątrz wygląda to na charakter: „takie już jest”.

W tym czasie zamyka się okno, w którym najłatwiej było pomóc. Okno rozwojowe dziecka to okres, w którym ta sama pomoc daje więcej za mniej: mniej godzin w gabinetach, mniej łez, mniej lat. Nic nie przepada bezpowrotnie, ale później droga jest dłuższa i bardziej stroma.

Różnica między „mija samo” a „czeka” nie jest widoczna w jednym dniu ani w jednej wizycie. Widać ją, gdy ktoś patrzy uważnie przez dłuższy czas i wie, na co patrzy. Dlatego nie odpowiadam na to pytanie z opisu w mailu. Odpowiadam po sprawdzeniu.

O tej różnicy mówię cały wieczór 24 września, na pierwszym z trzech bezpłatnych spotkań online dla rodziców.

Pediatra mówi, żeby poczekać. Dlaczego to często nie jest błąd

Rodzice mówią mi: „pediatra kazał czekać”. Często ze złością, bo czekali już rok. I wiem, jak to brzmi z drugiej strony biurka, bo sama jestem pediatrą.

Bilans zdrowia sprawdza, czy dziecko jest zdrowe. Nie jest diagnozą rozwojową. Lekarz na krótkiej wizycie odpowiada na pytanie, które umie zbadać w gabinecie: czy dziecko rośnie, czy nie choruje, czy nie ma czegoś, co wymaga leczenia. Pytanie „jak moje dziecko radzi sobie w zabawie, w grupie, z emocjami” wymaga innego oka i innego czasu: psychologa, pedagoga, terapeuty integracji sensorycznej, i godziny rozmowy, nie kwadransa.

Pediatra, który mówi „poczekajmy”, najczęściej nie popełnia więc błędu. Odpowiada w swoim zakresie. Błąd pojawia się wtedy, gdy rodzic traktuje tę odpowiedź jako odpowiedź na wszystko i przestaje pytać.

Co z tym zrobić? Nie kłócić się z lekarzem. Zadać inne pytanie. Zamiast „czy wszystko w porządku” zapytać: „do kogo mogę pójść, żeby sprawdzić rozwój”. O tym, jak rozmawiać z pediatrą, żeby Twój niepokój został potraktowany poważnie, piszę osobno: co powiedzieć pediatrze.

Sprawdzenie to nie diagnoza. Ta różnica zdejmuje strach

Wielu rodziców nie idzie sprawdzić, bo boi się tego, co usłyszy. Słowo „diagnoza” brzmi poważnie i ostatecznie. Do tego dochodzi koszt, który pojawia się w głowie od razu po pierwszej uwadze z przedszkola, i lęk, że dziecko dostanie na zawsze jakąś nazwę.

Sprawdzenie to coś innego. I bardzo wielu rodziców nie wie, że może po nie sięgnąć.

Sprawdzenie Diagnoza
Po co żeby wiedzieć, czy jest na co patrzeć żeby nazwać trudność i zaplanować pomoc
Skierowanie nie jest potrzebne zależy od ścieżki, publiczna ma swoje formalności
Co zostaje po rozmowa, obserwacje, wskazówki na dom opinia albo orzeczenie, plan terapii
Ryzyko żadne. Najgorszy możliwy wynik to spokój żadne, jeśli wynik jest omówiony w rozmowie, zamiast wręczony w kopercie

Sprawdzenie nigdy nie szkodzi. Nie zostawia dziecku etykiety, nie wymaga skierowania, nie zobowiązuje do niczego dalej. Jeśli okaże się, że wszystko jest w porządku, zostaje spokój. Jeśli nie, zostaje czas, którego nie da się odzyskać czekaniem.

A diagnoza, gdy do niej dochodzi, nie jest wyrokiem. Jest mapą. Pokazuje, gdzie dziecko jest i którą drogą iść. Bez mapy chodzi się po omacku, z mapą można planować.

Z gabinetu. Najczęstsze pytanie, jakie słyszę w gabinecie, to „może przesadzam?”. Zwykle zadaje je ktoś, kto obserwuje dziecko od miesięcy, porównuje z innymi dziećmi, sprawdza w internecie o północy i wstydzi się zapytać drugi raz.

Odpowiadam to samo, co mówię na spotkaniach online. Rodzic, który przychodzi sprawdzić, nie przesadza. Przesadą byłoby udawać, że nic nie widzi. Nie obiecuję cudów i nie obiecuję, że każde sprawdzenie skończy się słowami „wszystko w porządku”. Obiecuję uczciwą odpowiedź, także wtedy, gdy brzmi „nie” albo „jeszcze nie teraz”.

Kiedy sprawdzić rozwój dziecka. Osiem obszarów, na które patrzę

Nie ma jednego objawu, który mówi „idź”. Jest osiem obszarów, w których najczęściej pojawiają się sygnały, że warto popatrzeć uważniej:

  • mowa,
  • zabawa,
  • emocje,
  • bodźce (dźwięki, dotyk, ruch),
  • jedzenie,
  • sen,
  • kontakt z ludźmi,
  • motoryka.

Każdy z nich rozkładam na konkretne zachowania widoczne w domu w osobnym tekście: osiem sygnałów, przy których warto sprawdzić rozwój dziecka. Tutaj zostawiam jedną zasadę, która przydaje się bardziej niż każda lista.

Jeśli to samo zdanie o dziecku powtarzasz od kilku miesięcy, to jest moment. Nie wtedy, gdy zdanie pojawia się raz po trudnym dniu. Wtedy, gdy wraca. „Znowu nie chciał iść do przedszkola.” „Znowu nic nie zjadł.” „Znowu bawił się sam.” Powtarzalność mówi więcej niż nasilenie.

Rodzice piszą na forach o dwóch skrajnościach, które ich rozrywają. Babcia mówi „dajcie dziecku czas, małe dzieci tak mają”. Przedszkole po kilku dniach odsyła do psychologa. Jedni mają za złe pierwsze, drudzy drugie. Ja mówię: żadna z tych osób nie widzi całości. Babcia widzi wnuka w niedzielę, nauczycielka widzi dziecko w grupie. Całość składa się dopiero z uważnej obserwacji przez dłuższy czas, a potem z rozmowy z kimś, kto umie ją czytać.

Jedna kartka, z którą wchodzi się do gabinetu

Rodzice często mówią, że w gabinecie brakuje im słów. Wiedzą, że coś jest, ale nie umieją tego opisać, a lekarz ma mało czasu. Najlepsze, co znam na to, to jedna kartka. Nie lista objawów z internetu. Kilka zdań o konkretnych sytuacjach.

Zasada jest prosta: zdanie, nie ocena. Zamiast „był niegrzeczny” napisz: „rzucił klockiem, gdy zabrzmiał odkurzacz, uspokoił się po 10 minutach na kolanach”. Pierwsze zdanie nic mi nie mówi. Drugie mówi o bodźcach, o emocjach i o tym, co pomaga. Z takich zdań układa się mapa. Z ocen nie układa się nic.

Na tej zasadzie zbudowaliśmy w Fundacji kartę obserwacji dziecka na 21 dni. Trzy tygodnie, trzy zadania: najpierw patrzę i zapisuję bez oceny, potem sprawdzam jedną małą rzecz dziennie, na końcu składam wzorce: porę dnia, kontekst, mocne strony i jedno zdanie do specjalisty. Bez punktów i bez progów, celowo. Punktacja daje etykietę, obserwacja daje mapę. Kartę dostaje każda zapisana osoba, w mailu powitalnym zaraz po zapisie. Startujemy z nią razem 24 września.

Jeśli sprawdzenie ma odbyć się u nas, w Wielkopolskim Laboratorium Kompetencji patrzy na dziecko zespół w jednym miejscu: psycholog, pedagog specjalny, terapeuta integracji sensorycznej, fizjoterapeuta, psychiatra i pediatra. Wyniki omawiamy z rodzicem w rozmowie, nie wręczamy raportu do samodzielnego czytania. Gdziekolwiek pójdziesz, masz prawo o taką rozmowę poprosić. Co jeszcze sprawdzić przy wyborze miejsca, zebrałam w materiale o co pytać specjalistę.

Pytania, które słyszę najczęściej

Czy sprawdzenie to już wejście na ścieżkę diagnozy?

Nie. Sprawdzenie może skończyć się jednym zdaniem: „na dziś nie widzę powodu do niepokoju, patrzcie dalej na to i to”. Może też skończyć się propozycją, żeby przyjrzeć się jednemu obszarowi bliżej. Decyzja o każdym kolejnym kroku jest Twoja. Nikt nie wpisuje dziecka nigdzie bez Twojej wiedzy.

Pediatra mówi, żeby poczekać. Czy mogę pójść do psychologa bez skierowania?

Tak. Do publicznej poradni psychologiczno-pedagogicznej nie potrzebujesz skierowania od lekarza, wniosek składa rodzic. Do psychologa czy terapeuty prywatnie również. Skierowanie bywa potrzebne na dalszych etapach ścieżki publicznej, ale nie na starcie, kiedy chodzi o samo sprawdzenie.

Co w rozwoju mija samo, a czego nie warto przeczekiwać?

Nie dam Ci listy w jednym akapicie, bo to, co mija samo, zależy od wieku dziecka i od tego, jak wygląda reszta jego dnia. Podam za to sposób patrzenia. To, co mija samo, zwykle słabnie z miesiąca na miesiąc: rzadziej, krócej, łagodniej. To, co czeka, wygląda tak samo albo dziecko uczy się to obchodzić. Jeśli po kilku miesiącach obserwacji widzisz to samo co na początku, nie czekaj na kolejne.

Pierwszy krok na jutro jest mały. Weź kartkę i zapisz jedno zdanie o dziecku z dzisiejszego dnia: co zrobiło, kiedy, jak długo to trwało, co pomogło. Bez oceny. Jutro drugie zdanie. Za tydzień masz w ręku coś, co można pokazać komuś, kto umie to przeczytać.

Jeśli chcesz robić to z prowadzeniem, zaczynamy razem 24 września, na pierwszym wieczorze cyklu „Zanim ktoś to nazwie”.

dr n. med. Jolanta Uchman, pediatra, prezeska Fundacji Laboratorium Marzeń, certyfikowana terapeutka GAPS

Ten tekst ma charakter edukacyjny i nie zastępuje wizyty u lekarza ani konsultacji ze specjalistą. Nie odnosi się do konkretnego dziecka.

obserwacja dziecka okno rozwojowe pediatra rozwój dziecka sprawdzenie rozwoju webinar

Czytaj dalej

Jeśli to, co czytasz, dotyczy Twojego dziecka

Nie musisz mieć diagnozy ani skierowania. Wystarczy pytanie. Możesz zacząć od pierwszego kroku, a my poprowadzimy dalej.