Dla mediów Kontakt

Blog Rozwój dziecka

Jak rozmawiać z pediatrą o rozwoju dziecka. Co powiedzieć, żeby potraktował Twój niepokój poważnie

dr n. med. Jolanta Uchman, pediatra 7 min czytania

Pusta kartka papieru i długopis na biurku lekarza, obok stetoskop.

Mówisz pediatrze, że coś Cię niepokoi w rozwoju dziecka, i słyszysz: „poczekajmy, to jeszcze minie”. Wychodzisz z gabinetu z pytaniem, czy to Ty przesadzasz, czy lekarz nie dosłyszał. Rodzice piszą na forach, że brakuje im słów: do lekarza, do nauczycielki, do babci. Pokażę, jak rozmawiać z pediatrą o rozwoju dziecka tak, żeby Twoje słowa miały wagę: jak przygotować jedną kartkę, z którą wchodzi się do gabinetu i wychodzi z konkretem, nie z poczuciem, że zajęło się komuś czas.

Dlaczego pediatra na bilansie mówi „poczekajmy”

Zacznę od strony, którą znam od środka, bo sama siedzę po tej stronie biurka. Bilans zdrowia to badanie o określonym zakresie. Pediatra patrzy na wagę, wzrost, słuch, wzrok, serce, brzuch, kręgosłup, szczepienia. Sprawdza, czy dziecko jest zdrowe w sensie medycznym. Na to ma kilkanaście minut i takie są ramy tej wizyty.

Diagnoza rozwojowa to inne badanie. Wymaga innego czasu, innych narzędzi i zwykle innego specjalisty: psychologa, pedagoga specjalnego, terapeuty integracji sensorycznej. Kiedy pediatra mówi „poczekajmy”, bardzo często nie popełnia błędu. Odpowiada w zakresie badania, które przed chwilą wykonał. Na bilansie dziecko było zdrowe. To prawda. Tylko że nie o to pytasz.

Dlatego pierwsza rzecz, którą chcę Ci powiedzieć, brzmi tak: „poczekajmy” na bilansie i „poczekajmy” po diagnozie rozwojowej to dwa różne zdania. Pierwsze mówi, że w tym badaniu nic nie widać. Drugie mówi, że ktoś przyjrzał się rozwojowi i uznał, że jest czas. Jeśli chcesz usłyszeć to drugie, trzeba o nie poprosić inaczej niż zwykle. O tym, kiedy czekanie jest w porządku, a kiedy nie, piszę osobno w tekście „Wyrośnie z tego”. Kiedy to prawda, a kiedy warto sprawdzić.

Z gabinetu

Rodzic wchodzi i mówi: „on jest jakiś inny”, „ona nie chce iść do przedszkola”, „nic nie je”. To są prawdziwe zdania i ja im wierzę. Ale z takim zdaniem trudno coś zrobić w gabinecie, bo nie wiem, na co mam spojrzeć. Kiedy ten sam rodzic mówi: „od września trzy razy w tygodniu płacze przy wejściu do sali, uspokaja się po kilku minutach, kiedy pani weźmie go za rękę”, widzę już sytuację, nie opinię. I wiem, komu to pokazać dalej. Różnica nie leży w tym, ile rodzic wie. Leży w tym, jak to powie.

O tym, dlaczego pediatra mówi „poczekajmy” i co z tym zrobić, mówię cały wieczór 24 września, na pierwszym z trzech bezpłatnych spotkań online z cyklu „Zanim ktoś to nazwie”.

Jedna kartka do gabinetu. Co na niej napisać

Kartka, nie zeszyt. Jedna strona, którą można położyć na biurku i którą lekarz przeczyta w minutę. Ma cztery części i każda z nich robi coś innego.

Obserwacje jako zdania, z porą dnia i kontekstem

To najważniejsza część i najtrudniejsza. Zasada, której uczymy rodziców w naszej karcie obserwacji dziecka, brzmi: zdanie, nie ocena. Ocena to „jest niegrzeczny”, „jest nadwrażliwa”, „nie słucha”. Zdanie to opis tego, co widać: co zrobiło dziecko, kiedy, w jakiej sytuacji, jak długo to trwało i co się działo potem.

Ocena zamyka rozmowę, bo lekarz może się z nią tylko zgodzić albo nie. Zdanie otwiera, bo daje mu coś do obejrzenia. Kilka przykładów:

Zamiast Napisz
„Był niegrzeczny.” „Rzucił klockiem, gdy zabrzmiał odkurzacz. Uspokoił się po 10 minutach na kolanach.”
„Nic nie je.” „W przedszkolu w tym tygodniu jadł tylko chleb. W domu wieczorem zjadł makaron bez sosu, odsunął talerz, kiedy sos dotknął makaronu.”
„Nie bawi się z dziećmi.” „Na placu zabaw stał obok piaskownicy około 20 minut i patrzył. Podszedł dopiero, kiedy dzieci odeszły.”
„Ma problem ze snem.” „Zasypia około 22:30, po godzinie usypiania. Budzi się dwa, trzy razy w nocy i woła. Rano wstaje o 6:30.”

Zwróć uwagę na porę dnia i kontekst. Rzucanie klockiem po odkurzaczu i rzucanie klockiem bez widocznego powodu to dla terapeuty dwie różne informacje. Płacz o 7:30 przy wejściu do sali i płacz o 17:00 po całym dniu też. Kilka takich zdań z dwóch, trzech tygodni mówi więcej niż długi opis „on ogólnie jest trudny”. Notatki z obserwacji dziecka nie muszą być ładne. Mają być konkretne.

Co pomaga

Ta część zaskakuje rodziców, bo mało kto ich o to pyta. A dla mnie to często najcenniejsza linijka na kartce. „Uspokaja się na kolanach.” „Zjada, kiedy je z tego samego talerza co brat.” „Wchodzi do sali bez płaczu, jeśli pani stoi w drzwiach.” To, co pomaga, jest wskazówką, gdzie leży trudność. I jest już początkiem planu, jeszcze zanim ktokolwiek go napisze.

Mocne strony

Dwa, trzy zdania o tym, co dziecko robi dobrze, co lubi, w czym jest sprawne. Nie z uprzejmości. Plan terapii, jeśli kiedyś będzie potrzebny, buduje się z mocnych stron, nie z braków. Specjalista, który dostaje kartkę z samymi brakami, widzi tylko połowę dziecka. Ta połowa nie wystarczy, żeby pomóc.

Jedno pytanie

Na koniec jedno pytanie, z odpowiedzią na które chcesz wyjść z gabinetu. Nie pięć. Jedno. Na przykład: „Czy to, co opisuję, jest powodem, żeby sprawdzić rozwój u psychologa, czy mogę spokojnie poczekać do następnego bilansu?” Takie pytanie nie wymaga od pediatry diagnozy, której na bilansie nie postawi. Wymaga odpowiedzi tak albo nie. I to jest odpowiedź, którą pediatra może dać.

Kiedy pediatra bagatelizuje. Jak mówić w gabinecie

Kartka robi połowę pracy. Drugą połowę robi sposób, w jaki ją podasz.

  1. Powiedz na wejściu, po co przychodzisz. „Poza bilansem chcę porozmawiać o rozwoju. Mam spisane obserwacje z trzech tygodni.” Lekarz wie, że to nie jest „a jeszcze jedna rzecz przy drzwiach”, i inaczej rozkłada czas wizyty.
  2. Czytaj zdania, nie wnioski. Zamiast „myślę, że on ma coś z integracją sensoryczną”, przeczytaj trzy obserwacje. Nazwę zostaw specjaliście. Diagnoza z internetu podana na wejściu ustawia rozmowę w obronie, a Ty nie potrzebujesz obrony. Potrzebujesz, żeby ktoś spojrzał.
  3. Poproś o wpis. „Czy może Pan zapisać w dokumentacji, że zgłaszam te obserwacje?” To zdanie zmienia ciężar rozmowy. Zgłoszenie rodzica zapisane w karcie dziecka to informacja, do której da się wrócić na kolejnej wizycie.
  4. Zadaj swoje jedno pytanie i poczekaj na odpowiedź. Jeśli odpowiedź brzmi „poczekajmy”, dopytaj: „Na co czekamy i po czym poznam, że czekanie przestało mieć sens?” To nie jest kłótnia. To prośba o kryterium. Dobry lekarz je poda.

Co zrobić, jeśli dalej słyszysz „poczekajmy”

Możesz poczekać. Możesz też sprawdzić, i jedno nie wyklucza drugiego. Sprawdzenie rozwoju to nie diagnoza. To spojrzenie specjalisty, które nie kończy się żadnym wpisem o dziecku, jeśli nie ma do tego powodu. Sprawdzenie nigdy nie szkodzi. Bardzo wielu rodziców nie wie, że może po nie sięgnąć bez skierowania i bez etykiety.

Do publicznej poradni psychologiczno-pedagogicznej rodzic zgłasza dziecko sam, bez skierowania od lekarza. Wniosek składa rodzic. Wielu rodziców czeka na skierowanie, którego nikt nie musi wystawić, i traci tak miesiące. Ile trwa czekanie na miejsce i co robić w tym czasie, opisuję w tekście o czasie oczekiwania na diagnozę dziecka w Wielkopolsce.

Jeśli chcesz sprawdzić prywatnie, ta sama kartka działa dokładnie tak samo. W Wielkopolskim Laboratorium Kompetencji, które prowadzę, pierwsza rozmowa z psychologiem zaczyna się od tego, co rodzic zaobserwował, i od tego, co pomaga. Rodzic z kartką od pierwszej minuty rozmawia o swoim dziecku, nie o tym, od czego zacząć.

Pytania, które słyszę najczęściej

Czy nie obrażę pediatry, przychodząc z kartką?

Nie. Przygotowany rodzic to dla lekarza ulga, nie zagrożenie. Kartka z konkretnymi zdaniami oszczędza czas, który inaczej idzie na zgadywanie, o co pytasz. Jeśli ktoś reaguje na notatki z obserwacji dziecka niechęcią, to jest informacja o tym gabinecie, nie o Tobie.

Jak długo obserwować, zanim pójdę do lekarza?

Dwa, trzy tygodnie wystarczą, żeby zobaczyć powtarzalność, porę dnia i kontekst. Nasza karta obserwacji dziecka jest ułożona na 21 dni, bo tyle trzeba, żeby zamiast pojedynczych zdarzeń zobaczyć wzorzec. Kartę dostaje każda zapisana osoba w mailu powitalnym zaraz po zapisie, a startujemy z nią razem 24 września. Są jednak sygnały, przy których nie czeka się trzech tygodni, tylko idzie od razu. Jeśli dziecko traci umiejętności, które już miało, nie czekaj na koniec obserwacji.

Przedszkole mówi „idźcie do psychologa”, pediatra mówi „poczekajmy”. Komu wierzyć?

Obojgu, bo każde z nich patrzy na inny wycinek. Nauczycielka widzi dziecko w grupie, przez wiele godzin, w hałasie i w porównaniu z innymi dziećmi. Pediatra widzi je przez kilkanaście minut, w gabinecie, sam na sam. Rodzice piszą na forach o złości, kiedy z jednej strony słyszą „małe dzieci tak mają”, a z drugiej przedszkole wysyła do psychologa po kilku dniach. Zamiast wybierać, komu wierzyć, poproś nauczycielkę o te same zdania, których uczę Cię tutaj: co, kiedy, w jakiej sytuacji. I dopisz je na swoją kartkę. Na co patrzeć w domu, opisuję w tekście o ośmiu sygnałach, przy których warto sprawdzić rozwój dziecka.

Pierwszy krok na jutro: weź kartkę i napisz jedno zdanie o dzisiejszym dniu. Co zrobiło dziecko, o której, w jakiej sytuacji, jak długo trwało, co pomogło. Jedno zdanie. Pojutrze drugie. Za trzy tygodnie masz z czym wejść do gabinetu.

Jeśli chcesz, żebym przeprowadziła Cię przez to na żywo, 24 września o 20:00 mówię o tym na pierwszym spotkaniu z cyklu „Zanim ktoś to nazwie”. Każda zapisana osoba dostaje nagranie.

dr n. med. Jolanta Uchman, pediatra, prezeska Fundacji Laboratorium Marzeń, certyfikowana terapeutka GAPS

Ten tekst ma charakter edukacyjny i nie zastępuje wizyty u lekarza ani konsultacji ze specjalistą. Nie odnosi się do konkretnego dziecka.

bilans zdrowia obserwacja dziecka pediatra poradnia psychologiczno-pedagogiczna rozwój dziecka

Czytaj dalej

Jeśli to, co czytasz, dotyczy Twojego dziecka

Nie musisz mieć diagnozy ani skierowania. Wystarczy pytanie. Możesz zacząć od pierwszego kroku, a my poprowadzimy dalej.